kwalifikacja wstępna -
- zawołał zza mgły młody oficer. - Zajazd pandionitów jest tuż przed nami. Zwolniłem trzymającego wartę żołnierza, a więc chodźmy zająć nasze miejsce.
- Słyszeliście - powiedział kapral. - Ruszamy.
Gwardziści odmaszerowali, niknąc we mgle.
Sparhawk uśmiechnął się w ciemności. Rzadko miał okazję przysłuchiwać się zwykłej rozmowie nieprzyjaciół. Od dawna podejrzewał, że gwardzistami prymasa powodowała bardziej chciwość niźli pobożność czy poczucie lojalności. Wyszedł z zaułka, ale natychmiast cofnął się bezszelestnie, ponieważ znów dobiegł go odgłos zbliżających się kroków. Nie wiadomo dlaczego puste zwykle nocą ulice Cimmury roiły się od ludzi. Kroki były głośne, a więc ktokolwiek to był, nie starał się nikogo
śledzić. Sparhawk silniej zacisnął dłoń na krótkim drzewcu włóczni. Z mgły wyłonił się mężczyzna w ciemnym chałacie, z dużym koszem na ramieniu. Wyglądał na zwykłego tragarza, ale nie można było mieć co do tego pewności. Sparhawk odczekał, aż przejdzie i kiedy odgłos kroków ucichł w oddali, ponownie wyszedł na ulicę. Szedł ostrożnie, miękkie podeszwy jego butów nie czyniły wiele hałasu na mokrym bruku, a okręcony ciasno szary płaszcz tłumił dzwonienie kolczugi.
Przeszedł na drugą stronę pustej ulicy, aby ominąć smugę drżącego, żółtego światła lamp, dobywającą się wraz z pijackimi śpiewami z otwartych drzwi karczmy. Przełożył włócznię do lewej dłoni i
jeszcze mocniej naciągnął na czoło kaptur, by osłonić twarz przed zamglonym światłem.
Przystanął. Nasłuchiwał wpatrując się w gęstą mgłę. Zdążał w kierunku wschodniej bramy, ale nie trzymał się ściśle kierunku. Łatwo ustalić cel, do którego zmierzają ludzie idący prosto przed siebie, a dzięki temu nietrudno ich schwytać. Sparhawk musiał opuścić miasto niepostrzeżenie, nawet jeżeli miałoby to zająć mu całą noc. Gdy już nabrał pewności, że ulica jest pusta, ruszył dalej trzymając się w jak najgłębszym mroku. Pod ścianą domu na rogu, pod zamgloną pochodnią rzucającą pomarańczowe światło, siedział obdarty żebrak. Oczy przesłaniał mu bandaż, a nogi i ręce pokrywały kwalifikacja
wstÄ™pna rany wyglądające na prawdziwe. Sparhawk doskonałe wiedział, że nie jest to najodpowiedniejsza na żebranie pora, a zatem ten człowiek musiał tu być w innym celu. Wtem na ulicę, tuż obok miejsca, w którym stał pandionita, spadła dachówka.
- Litości! - zawołał zdesperowanym głosem żebrak, chociaż miękkie obuwie Sparhawka nie czyniło hałasu.
- Dobry wieczór, ziomku - powiedział cicho rosły rycerz przechodząc na drugą stronę ulicy. Wrzucił kilka monet do miski żebraczej.
- Dziękuję, hojny panie. Niech Bóg ma cię w swej opiece.
- Nie powinieneś okazywać, że mnie widzisz, ziomku - przypomniał mu Sparhawk. - Skąd niby masz wiedzieć, czy jestem panem?
-
Późno już - usprawiedliwiał się żebrak - i jestem trochę śpiący. Czasami się zapominam.
- To duże niedopatrzenie. Przykładaj się lepiej do pracy. A tak przy okazji, pozdrów ode mnie Platima. - Platim był budzącym grozę grubasem, który żelazną ręką rządził światem złoczyńców w Cimmurze.
Żebrak uniósł bandaże i patrzył na Sparhawka szeroko otwartymi oczyma. Ku swojemu zdumieniu rozpoznał go.
- I powiedz swojemu przyjacielowi na dachu, żeby się tak nie gorączkował - dodał Sparhawk. - Niech lepiej uważa, gdzie stąpa. Ta dachówka, którą ostatnio zrzucił, omal mnie nie trafiła.
- On jest nowy. - Żebrak westchnął. - Musi się jeszcze wiele nauczyć,
dostojny panie.
- Tak, musi - przyznał rycerz. - Może mógłbyś mi pomóc, ziomku. Talen opowiadał mi o oberży w pobliżu wschodnich murów miasta. Zdaje się, że jest tam poddasze, które oberżysta czasami wynajmuje. Wiesz może, gdzie to jest?
- To w zaułku Koziorożca, dostojny panie. Szyld przypomina kiść winogron. Nie sposób go przegapić. - Żebrak przymrużył oczy. - A gdzie ostatnio podziewa się Talen? Dłuższy czas już go nie widziałem.
- Chyba zajął się nim ojciec.
- Nie wiedziałem, że Talen miał ojca. Ten chłopak daleko zajdzie, jeśli go przedtem nie powieszą. Jest chyba najlepszym złodziejem w Cimmurze.
- Wiem, kilka razy zwędziłmi
-
|